Rewolucyjne „zarządzania strachem”

Read Time:5 Minute, 0 Second

„Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn”, pisał Arystoteles. Jak poznacz przyczyny inwazji współczesnej antykultury na tradycyjne wartości? Z odpowiedzią na niniejsze pytanie przychodzi nam Roger Scruton, który twierdził dobitnie, że obecnie żaden intelektualista: „Nie może ignorować zmian, które naszemu życiu umysłowemu narzucili pisarze i działacze lewicy”.

Przypomnę w tym miejscu, że dość dawno temu pewien pisarz i działacz Nowej Lewicy oceniając fenomenem chrześcijaństwa i tradycyjnej kultury, poszukiwał możliwości odseparowania go od wpływu na życie społeczne. Dlatego podsycał nieustannie ogień pogardy w umysłach lewackich rewolucjonistów twierdząc, że: „Cywilizowany świat został dokładnie nasączony chrześcijaństwem przez 2000 lat i reżim ugruntowany w wierze i wartościach judeochrześcijańskich nie może zostać odrzucony, zanim korzenie te nie zostaną odcięte”.

I tak wolno, w sposób usystematyzowany, diagnozując opór ze strony przedstawicieli tradycyjnej kultury, neomarksiści rozpoczęli swój „marsz przez instytucje”, oferując ludzkości nowy wspaniały socjalistyczny świat. Ponadto lewicowi spin doktorzy szybko odkryli, że poziom nasączenia przestrzeni kultury tradycyjnymi wartościami należy odesłać w niebyt. Dlatego wypowiedzieli wojnę wartościom i wszelkim przejawom postaw promującym cnotliwe życie. W niniejszej batalii z tradycyjną aksjologią kluczową rolę odgrywać zaczął dyktat relatywistyczny. Dzięki tej taktyce zaczęto szybko przekonywać opinię publiczną o tym, że ludzkie życie, rodzina, tradycja, i oczywiście kultura, w zmieniającej się dynamicznie rzeczywistości, nie mogą na dłuższą metę, uszczęśliwić człowieka. Jednocześnie prym zaczęły wieść te wartości, które odwodzą człowieka od jego pierwotnego celu i powołania.

„Instrukcję” przykładania siekiery do korzenia tradycyjnej kultury stworzył założyciel włoskiej partii komunistycznej Antonio Gramsci. W „Listach z więzienia” opracowaną przez siebie taktykę niszczenia chrześcijaństwa wyłożył w następujący sposób: „Należy niezmordowanie powtarzać własne argumenty, ponieważ powtarzanie jest środkiem dydaktycznym, działającym najskuteczniej na umysłowość ludu”. W pismach komunisty Gramsciego rozbrzmiewa echo słów Josepha Goebbelsa, który powtarzał, że: „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”. Na tej tezie Goebbels osadził machinę propagandy III Rzeszy Niemieckiej, a Gramsci nadał jej narrację antykatolicką.

Za niezwykle ważną sprawą uznać należy zrozumienie faktu celowości wprowadzenia zmian na obszarze kultury. Jedynie takie podejście pozwoli nam zrozumieć o co w rzeczywistości toczy się gra. Wówczas zaczniemy rozumieć, że w niniejszym sporze nie idzie o żadne prawa, czy też przywileje różnorodnych mniejszości, ale o wykorzystanie mniejszości, w celu podporządkowania sobie większości społeczeństwa, wyznającego tradycyjną aksjologię. Działania marksistów kulturowych nie napotykają na większy opór społeczny, ponieważ większość ludzi nie orientuje się w poruszanych zagadnieniach. Ponadto osoby ze względu na narzuconą „poprawność polityczną” nie chcą wypowiadać się w tej materii. Pozornie sprawa wydaje się zagmatwana, ale przecież musi istnieć jakieś rozwiązanie w tej materii.

Wracając do pism Gramsciego widzimy wyraźnie, że sprawa jest bardzo oczywista. Karty odkrywają się same. Wspomniany wyżej „guru” Nowej Lewicy, otwarcie przyznaje, że celem opracowanego i wdrażanego w życie „marszu przez instytucje”, jest przede wszystkim zdobycie i utrzymanie władzy. Dodajmy, utrzymanie jej za wszelką cenę. Gramsci nie ukrywa swych intencji. Mówi otwartym tekstem: „Nasza doktryna nie jest doktryną zbuntowanych niewolników, jest to doktryna władców, którzy w codziennym trudzie przygotowują broń, by zapanować nad światem” („Listy z więzienia”).

W powyższym stwierdzeniu Gramsciego mamy do czynienia z klasycznym dla marksizmu dualizmem. Świat podzielony zostaje na dobrych marksistów kulturowych i ich sprzymierzeńców oraz złych, wyznawców tradycyjnych wartości. Patent na władzę posiadają oczywiście uczniowie Marksa. To oni przecież są predestynowani do realizowania „doktryny władców”. Gramsci podobnie jak Machiavelli uważa, że ten, „Kto ma władzę, nie musi nikogo za nic przepraszać”, a w działaniach cel musi zawsze uświęcać środki. Cel rewolucji kulturowej ujawnia się sam. Jest nim po prostu władza. Zawsze celem władzy pozostanie władza. Jednak w tym przypadku chęć zdobycia władzy starannie ukryto pod płaszczykiem promowania praw dla różnorodnych mniejszości, których aksjologia stoi w opozycji do tradycyjnej kultury.

Dzięki mobilności i rozwojowi technologii informacyjnej rewolucja kulturowa zyskała na sile i zaczęła penetrować globalną rzeczywistość, narzucając jej swoje wartości jako obowiązujące standardy. Proklamowana światu „doktryna władców” autorstwa Gramsciego, zachęca rewolucjonistów kulturowych do zawierania korzystnych dla sprawy marksizmu sojuszy. Gramsci powołując się na najwyższe marksistowskie autorytety daje swym naśladowcom liczne porady. W jednej z nich stwierdza: „Towarzysz Lenin uczy nas, że aby pokonać naszego wroga klasowego, który jest silny, musimy wykorzystać każdą szczelinę w jego systemie i musimy wykorzystać każdego możliwego sojusznika, nawet jeśli jest niepewny, niezdecydowany lub tymczasowy”.

Każda rewolucja niesie ze sobą pewną dozę strachu. Strach wywołany przez rewolucję kulturową, to zaprawiona w boju „broń” do zniewalania społeczeństw, posiadająca od zawsze polityczne oblicze. Towarzysze rewolucjoniści w ramach „zarządzania strachem” w panujące w społeczeństwie nastroje i relacje sprytnie aplikują lęk podszyty elementami stygmatyzowania przeciwników. Stygmatyzowanie przeciwników pozwala zaszeregować ludzi do tej, czy innej grupy osób, którym przypisze się w razie potrzeby różnorodne fobie.

Gdyby któryś ze śmiałków zdobył się na odwagę podważenia wytycznych Kominternu, to wówczas każda próba krytyki tez rewolucji, czy też poczynań reżimu, uznana zostanie za próbę zamachu na zaprowadzany porządek rzeczy, a „spiskowcy” ukarani i podciągnięci do odpowiedzialności karnej za szerzenie „mowy nienawiści”. W taki sposób lęk oraz strach nie tylko zaczynają się rozprzestrzeniać, ale przede wszystkim zaczęły przejmować kontrolę nad sposobem myślenia. W ten sposób człowiek zostaje uwięziony w przestrzeni orwellowskiej „myślozbrodni”. Czuje, że został wplątany w konflikt z własnym sumieniem, które dążąc do wierności prawdzie sprzeciwia się treściom antykultury. Z jednej strony wie, że prawda jest w stanie uczynić go wolnym człowiekiem. Z drugiej strony lęka się bycia stygmatyzowanym i nazwanym np. homofobem.

Myśleć inaczej, niż własne sumienie. W ten sposób „jedynie słuszna linia partii”, która utrwala w społeczeństwie nierzeczywiste, zmanipulowane antynaukowe i antykulturowe koncepcje, obwieszczając je wszystkim, jak papież dogmaty. Dlatego każdy śmiałek, który zechce zrzucić z siebie i społeczeństwa okowy antykulturowych mrzonek i iluzji, naraża się na społeczną anihilację. Dlaczego? Ponieważ odważył się publicznie podważyć sens iluzorycznych tez Lewicy, która cel polityczny myli z celem mesjanistycznym.

Jeżeli mamy świadomość tego, że każda kultura jest zakorzeniona w religii, to szybko zrozumiemy założenia i cel rewolucji kulturowej. Roger Scruton zwracał uwagę na to, że to z religii „żywica wiedzy moralnej rozchodzi się na wszystkie gałęzie myślenia i sztuki”. ( „Kultura jest ważna”). Nadszedł już czas, aby uświadomić sobie, że w obecnej chwili nie tylko siekiera jest przyłożona do zdrowego pnia kultury. Niestety, w sposób systematyczny i uporządkowany, stajemy się świadkami systematycznego „piłowania katolików”. 

Artur Dąbrowski

Happy
Happy
0 %
Sad
Sad
0 %
Excited
Excited
0 %
Sleepy
Sleepy
0 %
Angry
Angry
0 %
Surprise
Surprise
0 %

Average Rating

5 Star
0%
4 Star
0%
3 Star
0%
2 Star
0%
1 Star
0%

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Previous post Adwent – Czas odnowy sumień
Next post Rewolucja i kontrrewolucja w działaniu